wtorek, 6 listopada 2012

O muzyce...
Klara "Away"
Klara jest świeżo odkrytą wokalistką, gitarzystką i kompozytorką. Właśnie ukazał się jej debiutancki album promowany przez Polskie Radio. Siedemnastoletnia artystka oprócz śpiewania i grania na gitarze gra także na ukulele, cymbałkach i instrumentach klawiszowych na dodatek skomponowała muzykę i napisała słowa do całej płyty. Piękna, klimatyczna muzyka i cudowny głos. Dziewięć spokojnych piosenek. Doskonała produkcja na zbliżające się zimowe wieczory. Równie świetnie sprawdzi się jako środek uspokajający skołatane nerwy. W głosie Klary można zakochać się od pierwszego słuchania. Oprócz wspaniałej muzyki, album zawiera książeczkę z wesołymi rysunkami Klary.
Polecam płytę każdemu szukającemu w muzyce leku na złość i nerwy. 
O muzyce.
Warren Haynes "Man in motion"
(recenzja napisana na kulturę języka:).

Warren Haynes nie może narzekać na nudę. Koncerty z The Allman Brothers Band, udzielanie się własnym zespole Gov’t Mule a teraz solowa płyta. Kolejna solowa płyta Haynesa jest dziełem wybitnym. Wielu może powiedzieć, że blues rock, soul, gospel czy southern rock to gatunki powtarzające się i nudne, lecz w stu procentach zmieni zdanie po przesłuchaniu tego krążka. Warren Haynes jest gitarzystą genialnym, co udowodnił grając z Allman Brothers oraz zakładając Gov’t Mule. Na tą płytę zaprosił innych równie świetnych muzyków. Już pierwszy utwór, tytułowy Man In Motion, zapowiada ucztę dla ucha. Pulsujący bas doskonale zgrywający się z perkusją, sekcja dęta, stylowe klawisze i przede wszystkim gitara i głos muzyka. Nic nie brakuje oraz niczego nie jest za dużo. Perfekcja. Z każdym kolejnym kawałkiem jest równie doskonale. Na płycie nie brak ballad (Your Wildest Dream), southernowych piosenek (Hattiesburg Hustle) czy klasycznego soulu (Save Me). On The Real Lonely Night pasowałby na płyty z czarną muzyką oraz równie dobrze na biały jazz rock.
            Bardzo trudno przypisać temu albumowi jedną szufladkę. Słychać tu wpływ klasycznego bluesa, soulu, gospel a nawet jazzu. Jeśli miałaby być podporządkowana jakiemukolwiek gatunkowi, należałoby stworzyć nową kategorie: granie Haynesowskie.
            Wyśmienity album jest zasługą doskonałym muzyków biorących udział w jego powstawaniu. Chemia między nimi słyszalna jest w każdej nutce tej płyty a dodatkowym atutem jest to, że była ona nagrana na setkę, czyli bez dogrywek, poprawek i oddzielnych sesji nagraniowych. Kilku przyjaciół, stary Gibson i lata doświadczenia uczyniły z tej płyty doskonałe dzieło brzmiące klasycznie a zarazem świeżo.
            Dla mnie ta płyta jest świetna pod każdym względem. Kompozycje, teksty, selektywność brzmienia instrumentów. 10 utworów i ponad godzina doskonałej muzyki. Dla mnie czas spędzony przy tym albumie był zdecydowanie czasem dobrze zagospodarowanym. Gorąco polecam każdemu.