Eric Clapton and Wynton Marsalis: ,,Play the blues".
Blues i
jazz wyrastały powstawały w tych samych czasach w Ameryce. Jazz w Nowym
Orleanie a blues w delcie Missisipi. Blisko spokrewnione ze sobą gatunki często
łączyły się i wzajemnie uzupełniały. Wyewoluowało z nich wiele innych rodzajów
muzyki. Mogłoby się wydawać, że po tylu latach klasyczne nowoorleańskie granie
to już przeżytek, że nie ma już miejsca na fuzje jazzu i bluesa. Czy to prawda?
Otóż nie! Dwaj wspaniali muzycy, wielkie osobowości dwóch, wydawałoby się
odrębnych światów stworzyli dzieło. Eric Clapton, wielki brytyjski gitarzysta
bluesowy. Znany choćby z zespołów Cream czy Yardbirds oraz ze swojego bogatego
dorobku solowego. Razem z nim równie wielki, nowoorleański trębacz jazzowy,
który rozwinął swoją karierę w Nowym Jorku. Ojciec francuskiego, jazzowego
festiwalu Marciac. Razem z nimi wspaniała orkiestra składająca się z muzyków
Claptona i Marsalisa. Geniusze swoich instrumentów. A na dokładkę, doskonały
nowojorski bluesman. Gitarzysta, harmonijkarz, wokalista. Taj Mahal. Pojawił
się w dwóch utworach gdzie zaśpiewał i zagrał na banjo. Czy taki skład może
stworzyć kiepską muzykę? Moim zdaniem nie.
Często
zdarza się, że gdy wielcy muzycy spotykają się razem na scenie, zaczynają ze
soba ,,walczyć” o względy publiczności. Tu nie ma miejsca na coś tak błahego.
Koncert przenosi nas w lata świetności Louisa Armstronga, w czasy gdzie
królował nowoorleański jazz. Kompozycje na płycie to w większości klasyczne
utwory lat dwudziestych ubiegłego wieku. Wybrał je Eric Clapton. Wszystkie
oprócz jednego: słynnej ,,Layli” Claptona, który z początku nie chciał się na
to zgodzić. Przekonał go do tego dopiero Carlos Henriquez.
Od
samego początku słyszymy tutaj genialnie uzupełnijące się partie gitary
Claptona oraz trąbki Marsalisa. Każdy z nich ma czas na solowe improwizacje na
tle akompaniamentu jazzujących muzyków. Nie tylko oni na to sobie pozwalają.
Jako, że wszyscy muzycy są jednymi z najlepszych w swoim fachu to i każdy z
nich ma cos do zaprezentowania. Oprócz tego można usłyszeć improwizacje całego
składu. Czuć tutaj kunszt artystyczny muzyków. Nikt nikogo nie zagłusza, nie
ściga. Klasyczne piosenki zostały tutaj odświeżone, ale nie straciły one
swojego pierwotnego charakteru. Dochodzi tu również świetny forma wokalna
Claptona, który zaśpiewał większość materiału. Niespodzianką jest zaśpiewana
przez puzonistę piosenka ,,Joliet Bound”, słychać tu luz i doskonałą zabawę. Na
końcu możemy podziwiać Taj Mahala, który również prezentuje się doskonale.
W
skład wydawnictwa wchodzi również dvd z uwiecznionym koncertem. Dzięki temu nie
tylko słuchamy mistrzów, ale możemy ich zobaczyć. Mamy tu bonusowe nagranie:
,,Stagger Lee” w wykonaniu Taj Mahala.
Muzyka
tu to nie jest elektryczny blues rock, z którego słynie Clapton. Jest to
doskonale zaprezentowana muzyka jazzowa, w którą Clapton wpasował sie
rewelacyjnie. Fanatycy bluesa i jazzu prawdopodobnie mają już ten krążek na
półce. Polecam go więc tym którzy nie lubią monotonii w muzyce. Nowy koncert w
starym stylu. Jak dla mnie perełka.
<zdjęcie: lastfm.pl
zdjęcie: fiat.resmoto.pl