środa, 23 stycznia 2013

O muzyce...
Eric Clapton and Wynton Marsalis: ,,Play the blues".


Blues i jazz wyrastały powstawały w tych samych czasach w Ameryce. Jazz w Nowym Orleanie a blues w delcie Missisipi. Blisko spokrewnione ze sobą gatunki często łączyły się i wzajemnie uzupełniały. Wyewoluowało z nich wiele innych rodzajów muzyki. Mogłoby się wydawać, że po tylu latach klasyczne nowoorleańskie granie to już przeżytek, że nie ma już miejsca na fuzje jazzu i bluesa. Czy to prawda? Otóż nie! Dwaj wspaniali muzycy, wielkie osobowości dwóch, wydawałoby się odrębnych światów stworzyli dzieło. Eric Clapton, wielki brytyjski gitarzysta bluesowy. Znany choćby z zespołów Cream czy Yardbirds oraz ze swojego bogatego dorobku solowego. Razem z nim równie wielki, nowoorleański trębacz jazzowy, który rozwinął swoją karierę w Nowym Jorku. Ojciec francuskiego, jazzowego festiwalu Marciac. Razem z nimi wspaniała orkiestra składająca się z muzyków Claptona i Marsalisa. Geniusze swoich instrumentów. A na dokładkę, doskonały nowojorski bluesman. Gitarzysta, harmonijkarz, wokalista. Taj Mahal. Pojawił się w dwóch utworach gdzie zaśpiewał i zagrał na banjo. Czy taki skład może stworzyć kiepską muzykę? Moim zdaniem nie.
            Często zdarza się, że gdy wielcy muzycy spotykają się razem na scenie, zaczynają ze soba ,,walczyć” o względy publiczności. Tu nie ma miejsca na coś tak błahego. Koncert przenosi nas w lata świetności Louisa Armstronga, w czasy gdzie królował nowoorleański jazz. Kompozycje na płycie to w większości klasyczne utwory lat dwudziestych ubiegłego wieku. Wybrał je Eric Clapton. Wszystkie oprócz jednego: słynnej ,,Layli” Claptona, który z początku nie chciał się na to zgodzić. Przekonał go do tego dopiero Carlos Henriquez.
            Od samego początku słyszymy tutaj genialnie uzupełnijące się partie gitary Claptona oraz trąbki Marsalisa. Każdy z nich ma czas na solowe improwizacje na tle akompaniamentu jazzujących muzyków. Nie tylko oni na to sobie pozwalają. Jako, że wszyscy muzycy są jednymi z najlepszych w swoim fachu to i każdy z nich ma cos do zaprezentowania. Oprócz tego można usłyszeć improwizacje całego składu. Czuć tutaj kunszt artystyczny muzyków. Nikt nikogo nie zagłusza, nie ściga. Klasyczne piosenki zostały tutaj odświeżone, ale nie straciły one swojego pierwotnego charakteru. Dochodzi tu również świetny forma wokalna Claptona, który zaśpiewał większość materiału. Niespodzianką jest zaśpiewana przez puzonistę piosenka ,,Joliet Bound”, słychać tu luz i doskonałą zabawę. Na końcu możemy podziwiać Taj Mahala, który również prezentuje się doskonale.
            W skład wydawnictwa wchodzi również dvd z uwiecznionym koncertem. Dzięki temu nie tylko słuchamy mistrzów, ale możemy ich zobaczyć. Mamy tu bonusowe nagranie: ,,Stagger Lee” w wykonaniu Taj Mahala.
            Muzyka tu to nie jest elektryczny blues rock, z którego słynie Clapton. Jest to doskonale zaprezentowana muzyka jazzowa, w którą Clapton wpasował sie rewelacyjnie. Fanatycy bluesa i jazzu prawdopodobnie mają już ten krążek na półce. Polecam go więc tym którzy nie lubią monotonii w muzyce. Nowy koncert w starym stylu. Jak dla mnie perełka.
 

zdjęcie: matrixtoamuse.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz